Melancholia taka nastała. Skończył się sezon, a zaczął rok szkolny, więc mam już trochę luzu. Nawet na hubertusa Żolka mnie nie zabrała, szkoda :(. Pojechała sobie na jakimś innym koniu, który nie był taki szybki jak ja nawet 1 1/10000000. No. A tak, to ja bym sobie pogalopowała troszkę. Ale Żolka się boi o moje zdrowiepo zeszłorocznym wypadku... Właśnie, minął od niego już prawie rok (minie 11.11.). Pewnie też bym się trochę bała, gdybym zobaczyła tyle koni. Jeszcze znowu by któryś we mnie wjechał...
Żolka na razie nie jeździ, bo sobie coś zrobiła w kolano. Raz tylko pojeździła ostatnio, choć nie może. Tak to mnie lonżuje i puszcza w korytarz. Tzn. już nie puszcza, bo śnieg spadł ostatnio i nie było warunków. Ostatnio zamiast brać mnie na lonże (zrobiło jej się mnie żal, jak się wkurzałam na śnieg, który padał mi na głowę) zrobiła mi taki mały salon piękności i trochę mi przycięła grzywę. Nie wiem, czy ona kiedyś sobie to odpuści :/. Młodemu jakoś nie obcina. No, w każdym razie to tyle, nic ciekawego się nie dzieje. Nawet na dwór narazie nie wychodzimy... :/. To buziaki :*
Nie piszę, bo nie mam kiedy. Cały dzień biegamy sobie z Kaolinem rozpustnikiem, i Tjabkę z córką, z którą zdradza mnie Kaolin. Wybaczam mu, bo to w końcu tylko mężczyzna, nie można od niego za wiele oczekiwać. On ma w ogóle ostatnio jakieś problemy psychiczne i ciągle doprowadza Anię do szału, a ja przeprowadzając obserwacje z boku nauczyłam się wyciągać wnioski staram się ograniczać moje odpały na jazdach na rzecz zdrowia psychicznego Żolki, które ostatnio bardzo źle się ma. Przyjeżdża do mnie, żali się, tylko by się przytulała i w ogóle. No az mnie litość bierze jak na nią patrzę, taki obraz nędzy i rozpaczy, przecież wiadomo, że jako piętnastolatka ma wiele życiowych problemów i tak dalej. To tak pół żartem pół serio. W związku z owym stanem psychiki szanownej właścicielki postanowiłam być w miarę grzeczna na ogół. Chodzę mniej więcej tak, jak ona wymaga, trochę tam czasami odpieprzam, ale to tak dla zasady. Musi być z nią bardzo źle, bo jak ostatnio wytargała mnie z boksu po godzinie 19 i jeździłyśmy już po ciemku, a ja byłam wredna i wstrętna, bo mi się już o tej porze w śrdoku tygodnia wybitnie nie chciało, to się na mnie nawet nie darła i nie rzucała kurwami. Szok. Spokojniutko wszystko, skończyła jazdę i nawet mówiła do mnie 'Misia' i po imieniu. No jakaś tragedia się z nią dzieje po prostu. Po zawodach jeździmy, choć już teraz coraz rzadziej, nawet P w ujeżdżeniu jechałyśmy. W L byłyśmy 3 a w P 5. Biorąc pod uwagę, że miałam humor i nie chciałam ustepować to nie tak źle, a wręcz dobrze. Wczoraj jeszcze, żeby trochę Żolce humor poprawić jak korytarz ustwiła, postanowiłam podejść do tego profesjonalnie i się wykazać. Żolek skomentował to jako 'najlepszy kortarz w życiu Andorii'. No niech jej będzie... To w sumie na tyle, nie mam o czym pisać, może o tym jeszcze tylko, że jestem szczęśliwa, bo Żolka się pochorowała i dzisiaj nie przyjedzie. I jutro pewnie też nie, bo ma dużo lekcji. Czyli pewnie we wtorek i znowu mało co pojeździ, bo będzie nie żywa po basenie, o ile pojdzie na basen. No, to tyle. Buziaki :*
Żolka się rozkręciła już na dobre, przyjeżdża coraz częściej no i jeździ już też na dobre. A ja głupia na to pozwalam... :P. Wczoraj np. wymyśliła sobie skoki. Była podjarana, że ani razu nie wyłamałam (w tym sezonie), a na dodatek w parkurze jej wszędzie pasowało. Śmieszna jest, bo wszyscy dobrze wiedzą, że to moja zasługa, a ona, naiwniara, myśli, że sama tak spobie radę daje. Buehehe... No i ma ostatnio schizę na punckie kolorowych czapek z daszkiem i podkolanówek. Wczoraj na przykłąd przyjechała w różowo rózowo białych podkolanówkach i różowej czapce... I przsięgam... Gdybym tylko mogła... Zwymiotowałabym. Normalnie bym ją obrzygała. Dobra. Powiedzmy sobie szczerze; ją w tych idiotycznych wdziankach zniosę, ale kiedy zaczyna ubierac pod kolor jeszcze mnie, to uważam to już za delikatną przesadę. Nie mogę tego zdierzyc, no nie mogę. Dajmy an to - ten poniedziałek. W LIDLu zarzucili się sprzętem jeździeckim. Ta zakupoholiczka jak wkroczyła, tak wykroczyła z derką, dwoma kantarami, uwiązem, dwoma kompletami owijek i kompletem szczotek. No ręce i cycki opadają. Masakra. To znaczy dla mnie miała być derka i beżowe owijki. Derka miała mieć szlaczek. Jest bez szlaczka i czarno szara. Tak, żeby derce smutno nie było, to jest i czarny kantar. No i szary dla Młodego, ale jak to określiła 'dla mnie też może być', owijek beżowych nie było oczywiście, więc kupiła szare. A że nie mogła się zdecydować, czy czarne czy szare, to kupiła i jedne i drugie. No brak słów. Niech sobie kupuje co chce. Ale kurde, czemu zawsze mnie musi ubrać jak klowna i ja potem w ten sposób mam się ludziom pokazywać. No brak słów poprostu.
Pozatym gadała z Asią o uruchomieniu szlaufu po zimie. Jedna i druga mądre, bo Asia oczywiście zadziała natychmiast i po jeździe muszę iść pod tę lodowata wodę i czekać cierpliwie, aż Żolka stwierdzi, że już ywstarczy. No pięknie, super jest po prostu.
Aha, Żolka coś komunikowała, że w piatek 28 jedziemy do Napoleonowa, a w środę są zawody. Jaja sobie ze mnie chyba robi :D. Jak mysli, że na zawodach będę chodziła tak, jak na treningach, to się przeliczy :d. Jej antyinteligencja mnie dobija. Rozwala na łopaty...
No nic, kończę może te wywody, bo tak... no :P Nie wypada tyle na raz :D.
No ta. Żolce przeszło na amen, ale ja obmyśliłam już nowy plan. Ulepszony. Widzicie, teraz chodze jak w zegarku (no, prawie), a potem jej zrobie zonka. Takiego, jak grom z jasnego nieba normalnie. To na nią spadnie jak egipska plaga. Bo nagle nie będę robiła nic. To będzie piękne... No, a póki co, to zaczęłyśmy skakać. I podobnież jedziemy na zawody do Napoleońskiej w maju. Chyba jest śmieszna, jak myśli, że ukończy parkur. Buehehe... No ale nic, zrobimy widowisko, zrzucę ją na drągi, które ona połamie swoją gigantyczną tuszą i będzie fajnie :D. Na razie tyle, bo coś czasu ni ma, wstawiam dwie fotki, buziaki :* Ihaha.
Dokładniej w [Pamiętniku mojej pani] (chyba, że tu nie było dawno aktualizacji, to możecie tam poczytać o nowościach u nas) andoria 2006-04-08 09:47:10 skomentuj (0)
Marzenia się spełniają.
Dumna z siebie ja. Wtedy szłyśmy na lonżę a ja udawałm, ze się boję i nie chciałam iść i doprowadzałm Żolkę do szału :D.
Udało się. Doprowadziłam do tego, że Żolka nie jeździ już konno. Myślałam już, że nie da rady, ale jendak się udało :D. Byłam wredna... Oj tak!!! :D No i teraz chodzę tylko na lonży, hahah. W ogóle ostatnio z Amatorem uciekłam daleeko, daleko, Żolka się nieźle wściekła... Odkryłam moje powołanie, zrozumiałam, że przyszłam na świat, żeby uprzykrzać Żolce życie. I poświęcę się temu... Zobaczycie.
Dokładniej w [Pamiętniku mojej pani] (chyba, że tu nie było dawno aktualizacji, to możecie tam poczytać o nowościach u nas) andoria 2006-03-26 17:07:43 skomentuj (1)
Popieszczona XD
I o czym ja mam Wam pisać? Przedewszystkim, może napiszę w punktach i je rozwinę. To będzie dobry motyw.
~mam nową fryzurę.
Tak, Żolka namółwiła Broszkę, żeby obcięła mi grzywę. Nie wiem, jak ona mogła. Od zeszłego roku, kiedy to - gwoli przypomnienia - Edyta zbeszcześciła moją bujną, długą fryzurę zapuszczam ciężko i ostro grzywę, a tu przychodzą Ci taka jedna z drugą, rach-ciach, piętnaście minut i cały rok ciężkiej pracy poszedł w pizdu. Są dwie strony medalu, pod różnymi względami, ale przedewszystkim, mimo wszystko jestem wdzięczna Żolce, że egzekucji dokonała Broszka, a nie Żolka we własnej osobie, bo wtedy to byłaby już kompletna załamka i porażka, wiem co mówię! Grzywę miałam obcinaną trzy razy odkąd jestem u Żolki i Ani razu nie tknęła się tego ona. I ma szczęście. Bo wtedy to ja nauczyłabym ją twardych zasad. Skończyło by się jeżdżenie, przytulanie, skakanie, etc, w każdym razie grzywę trzy razy ciął i jeszcze za krótko i nic więcej na ten temat nie mam do powiedzenia. Podsumowując:
Tak, nie wydaje Wam się, tak własnie teraz wyglądam.
Kolejną sprawą, jaką muszę poruszyć, jest widoczny na wyżej wymienionym obrazku,
~idiotyczny sprzęt
Żolka dostała pod choinkę masę sprzętu dla mnie. Fantazję ma dziewczyna. Jej się podoba, mi raczej nie szczególnie, batmańskie nauszniki w kolorze osranego błękitu (podobnoi mi w nich ładnie, acz kolwiek powszechnie wiadomo, że ładnemu ładnie we wszystkim), czaprak błękitny, uwiąz i kantar podobnież w drodze. Poprostu na zawodach robime mega siarę. Oprócz tego w ramach urodzin kupiła sobie jakieś futerko pod siodło, czy coś w tym rodzaju i korzystając z okazji, że Żolka nie słyszy, powiem, że całkiem wygodne, ale i tak wyglądam jak pajac. Makabra. Dokumentacja:
Przypominam, że to komplet do tych ochraniaczy:
~jazdy
Byłyśmy w Annopolu, było całkiem nieźle, tylko zolka z każdej jazdy schodziła taka znerwicowana, że rzucała piorunami (albo bluzgami) we wszystko i wszystkich :D. Ale w sumie takie było moje odgórne założenie i gites :D.
Do buckamnki oczywiście nie weszłam jak należy :].
Na jazdach ogólnie nie jest źle. Żolka nie wymaga za dużo, a ja tradycyjnie lece sobie z nią w kulki :D. Więc jest gites, a co do tematu, to właśnie, popieściło mnie. Wczoraj na jeździe drucik od ogrodzenia elektrycznego się urwał i lezał na ziemi i mnie popieściło. Ekstra :d. W sumie, to kończe chyba już ten wywód, bo nie się tutaj nad czym rozpływać, macie na koniec fotki z Annopola i z ostatnich jazd, buziaki dla Borszki i Hitka i reszty Ekipy! :*
Skok, to nic, że nic nie widać :D
Iść, ciągle iść, w stronę hali! A może by tak... zaparkować? :D
***
Dokładniej w [Pamiętniku mojej pani] (chyba, że tu nie było dawno aktualizacji, to możecie tam poczytać o nowościach u nas) andoria 2006-02-19 11:59:49 skomentuj (3)
'...Wszystko w życiu się zmienia, zaufaj przeznaczeniu...'
No to dawno nie pisałam. Ogólnie, to ostatnio ciężko było. Na jednymz tych głupich hubertusów, które są oczywście jeszcze głupszymi pomysłami jeszcze głupszej Żolki miałam jeszcze głupszy od tego wszystkiego wypadek spowodowany przez jeszcze głupszego od wszystkiego i od wypadku zioma :/. Ja sobie właśnie grzecznie jechałam po lisa, a tu bach, we mnie wjechał. No brak słów normalnie. Ręce i cycki opadają.
KABOOM:
I tuż po KABOOM:
Ciężko było, kurowałam się długo. Najpierw bardzo mnie bolała łopatka. Dzień po przyjechał wet, przepisał mi śmierdzącą maść, zrobił dwa zastrzyki dożylnie (ała!) i kazał stać tydzień (w derce), a 'potem zobaczymy'. Tak się złożyło, że za tydzień stała się rzecz niesamowita... Przenieśliśmy sie z Jeżowa, o tym za chwilę. Później wet był jakoś we wtorek, ale inny. Wyprowadzili mnie (woow) na lonży, a ja się bałam śniegu :D. Kazali mi kłusować, a mnie strasznie bolała druga noga, więc kulałam. Co się okazało? Że ją przeciążyłam. No super po prostu. Tydzień kolejny stania w boksie, a po tygodniu jak nie będę kuleć, to do pracy. Przez ten tydzień jeszcze miałam wcierki z kocykiem i folią no i owijką of course. No ale po tygodniu już nie kulałam, więc w środę miałam padok, w czwartek lonżę stepem i kłusem na kantarze, w piątek na chambonie stęp i kłus, a w sobotę już normalną lonżę z chambonem z normalną pracą w galopie. Byłam taka szczęśliwa, że nic mnie już nie boli i że już mogę wyjść na dwór, że nawet grzecznie chodziłam na lonży, Żolka była bardzo zadowolona. Ale niech się nię podniecia, bo w niedzielę już wsiadła i było gorzej :D.
No i teraz już tak przyjeżdża, tzn, teraz nie, bo jest chora, ale ogólnie btak, wsiada na mnie też Dasia i w ogóle. Nowa stajnia jest super, zdecydowanie fajniej, niż w Jeżowie. Nie ma hali, ale to dobrze, może będzie mniej pracy. W ogóle, to jestem zazdroena o Żolka, bo coś za często jeździ na innych koniach. Na początku ciągle na Kaolinie, a teraz na Femke głównie, ostatnio tez na Tjabke.. Ja jej dam...
Noo, jestem ciekawa, vo dostanę pod choinkę :D.
Kończę i na koniec (miałam nie wstawiać, ale żolka i tak już wstawiła to idiotyzne zdjęcie do siebie, więc co to za różnica, tutaj i tak nikt nie wchodzi...) macie to cos:
(trzeba kliknąć)
Ihaha, buziaki i pozdrowienia dla:
-Olciaka i Hiteczka!
-Broszki kochanej i dzielnej Bajki i Hormona,
-Mojego Młodziaka,
-Hery,
-wszystkich, których nie wymieniłam, a powinnam :-)!
Dokładniej w [Pamiętniku mojej pani] (chyba, że tu nie było dawno aktualizacji, to możecie tam poczytać o nowościach u nas) andoria 2005-12-19 17:25:33 skomentuj (2)
!O Andorii! Imię: Andoria Data urodzenia: 27.02.2000r. Hodowla: SK Liski Rasa: trakeńska Właściciel: Magda G. (ja) Bonitacja: 75 pkt. Matka: Anapa po Akcept xx Ojciec: Cedrus po Ogar Wzrost: 160 cm Odmiany: łysina Palenia: dwa numery po obu stronach pleców i palenie WLKP na udzie Aktualne miejsce zamieszkania: SK Jeżów Przyjaciele: Laxia sp, Laguna sp, Haitanka sp Predyspozycje:Skoki, ujeżdżenie, rajdy, ew. rekreacja i tresura